• Wpisów:238
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 11:24
  • Licznik odwiedzin:26 298 / 2440 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
a wczorajszy wieczór ? spakowanie kilku najważniejszych rzeczy do torby, wypowiedzenie w kierunku ojca tych słów o których zawsze marzyłam, i wyjście z domu, oraz zostawienie swoich kluczy na szafce było najlepszym wyjściem. i wiem, że będę żałować, ale nie pozwolę się poniżać temu frajerowi, który śmie mieć nade mną kontrolę. dziś już obudziłam się w domu przyjaciela - i jest mi z tym dobrze. wiem , że mogę tu mieszkać ile chcę - i wiem , że nigdy w życiu nie dam satysfakcji ojcu i się nie poddam.
 

 
Każdy dzień dzięki Tobie jest piękniejszy, wiesz mały?(:
 

 
Palę papierosa za papierosem. Podoba mi się ta powolna śmierć. Mam wrażenie, że mam kontrolę nad życiem. Nad jego końcem.
 

 
jak myślisz przez kogo wzięłam pierwszego bucha? ♥
 

 
Czasami jest tak, że nawet wódka i papierosy nie pomagają.
Wtedy puszczam głośno muzykę.
Najlepiej Rap.
Nalewam gorącej wody do wanny i leżę tam z otwartymi drzwiami łazienki.
Z pokoju słychać głośną muzykę, a sąsiedzi z góry uderzają szczotką w rury co daje jeszcze lepsze basy.
Wtedy czuję, że ja też mogę robić co chcę i mieć wszystkich w dupie.
 

 
`papierosy mnie uzależniły, ale on bardziej. < 3
 

 
znów palę papierosa, by pośród dymu nikotyny utracić wspomnienia. - pierwszą i ostatnią rzecz, która nas łączy.
 

 
A wszyscy mieli ją za grzeczną dziewczynkę dopóki nie zobaczyli jej z nieodpowiednim towarzystwem, z papierosem w ustach.. a to wszystko było przez tego jednego, którego chyba wciąż kochała.
 

 
I wrócić do tych lat, w których najbardziej martwiło nas z kim się jutro pobawimy.
 

 
Dziś nawet napis na opakowaniu papierosów ' palenie zabija' brzmi kusząco ..
 

 
i mimo wszystko - jestem dumna z tych wszystkich borut, w których brałam udział. jestem dumna z każdej wciągniętej kreski, i przepalonego grama. jestem dumna z ucieczek z domu, wagarów i problemów z wychowawcą. jestem dumna ze sprawy w sądzie dla nieletnich i kuratora. i tak, mamo - to tylko i wyłącznie Twoja wina, bo nie było Cię wtedy przy mnie. teraz powinnaś całować po rękach Jego - bo tylko to uczucie, którym mnie obdarzył - kompletnie mnie zmieniło.
 

 
wykańcza mnie wszystko. dosyć mam głupiego budzika, który dzwoni codziennie przed 6 i oznajmia mi, że powinnam ruszyć tyłek z łóżka. dosyć mam nauczycielki od polaka, która uwzięła sięna mnie, i ciągle słyszę ' Żaklina, opowiesz Nam'. dosyć mam treningów. dosyć mam wracania wyjebanej po całym dniu. dosyć mam słuchania matki, która narzeka, że wiecznie nie ma mnie w domu. dosyć mam ojca, który czepia się o każdy, nawet najmniejszy szczegół. dosyć mam herbaty, która jest za słodka. dosyć mam psa sąsiadów, który cały czas szczeka. dosyć mam siostry, która jest po prostu głupia. dosyć mam tęsknoty i braku Ciebie. dosyć mam wszystkiego, a zwłaszcza samej siebie
 

 
uwielbiam przesiadywać z Tobą w szkole na korytarzu i odwalać dziwne rzeczy. uwielbiam wychodzić z Tobą na fajkę, i czuć na sobie wzrok tych zazdrosnych pierwszoklaistek, które są w Ciebie tak zapatrzone. wielbię to , że gdybym szła w najzwyklejszych trampkach, obok odjebanej laski w szpilkach - Ty i tak zwrócisz uwagę tylko na mnie. uwielbiam mieć tę świadomość , że mam najlepszego przyjaciela na świecie.
 

 
stałyśmy z mamą i siotrą przed blokiem. ja z siorą czekałyśmy na mężczyzn Naszego życia, a mama akurat wracała z warzywianka i zagadała się z sąsiadką. nagle podjechały dwa auta - srebny mercedes, a w Nim chłopak tego pokrewnego babsztyla , powszechnie zwanego siostrą, i czarne bmw, Damiana. sąsiadka patrzyła ze zdziwieniem, a mama opuszczająć ręce dodała: ' takimi autami się wożą, a ja przez tyle lat nie mogę dorobić się własnego, porządnego auta'. wsiadłyśmy do samochodów z uśmiechem na ustach, a mama zwinęła się jak najszybciej do domu, bo sąsiadka zaczęła wypytywać o takie szczegóły, których Jej zbliżający się zawał wolałby nie wiedzieć.
 

 
a gdy dowiem się , że ten paszczur zrobił kolejny krok by zepsuć moje szczęście - nie skończy się na rozwaleniu Jej głowy o ławkę. ja nie dam zniszczyć swojego szczęścia - nigdy, nikomu. i tak już, chodząc - ogląda się za siebie. bo jestem wszędzie, kontrolując każdy Jej ruch. i nawet jeśli nie ma mnie w mieście - wiem kiedy wyszła z domu, a nawet kiedy była w kiblu. mnie się nie prowokuje.
 

 
szłam do szkoły. jak codzień, przed 8 zadzwonił. chwilę porozmawialiśmy, i na koniec powiedział 'miłego dnia, kotku '. niby fajnie, niby dobrze - jednak zawsze dopowiadał 'przyjde pod szkołe po Ciebie'. a teraz ? teraz jest w chuj daleko, a ja wracam do domu sama. sama jem obiad, sama zasypiam - a ja tak nie chcę, ja bez Niego nie umiem oddychać.
 

 
a dzisiaj przyszedł - jak za dawnych czasów - ze składnikami na naleśniki, w kapciach i bluzce od piżamy. przytulił i powiedział 'przepraszam'. z uśmiechem na ustach robiliśmy niedzielne śniadanie, a ja zrozumiałam , że odzyskałam przyjaciela.
 

 
pamiętam dzień, w którym znalazł w mojej torebce fete. przyszedł wtedy do mnie, bo byłam przeziębiona i nie miałam siły na to by ruszyć się z miejsca. siedzieliśmy i gadaliśmy, gdy nagle zachciało mu się fajki. ' weź sobie z torebki ' - powiedziałam. kompletnie zapomniałam o tym co się tam znajdowało. ' co to tu kurwa robi?!' - krzyknął. odwróciłam się w Jego stronę, i zanimówiłam. nie wiedziałam jak mu to tłumaczyć - a nie tak dawno obiecałam , że z tym skończyłam. patrzył na mnie z zawodem i wkurwieniem w oczach. ' znowu jakaś pierdolona dieta, kurwa!' - darł się. nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa. poszedł do kibla, i wysypał zawartość torebki, po czym spłukał. nie miałam mu tego za złe - chciałam tylko jednego: by zamknął się i powiedział,że mi wybacza. po chwili jednak wyszedł, milcząc przez dobry tydzień, do czasu aż przyrzekłam mu, że nie ruszę już nigdy tego świństwa
 

 
ostatnio sama zaczynam się sobie dziwić. to już nie ta sama ja. już nie ma tej Żaki sprzed kilku miesięcy, która wracała do domu tylko na noce, w dodatku co kilka dni. nie ma tej dziewczyny, której nie omijała prawie żadna boruta. nie ma laski, która ładowała w siebie kilogramy fety, i litry alkoholu. tylko jedno się nie zmieniło - nadal istnieje ta kobieta, która oddałaby życie za swojego faceta.
 

 
ponownie przytulił mnie, po czym pocałował i wyszeptał 'odezwę się jak dojadę'. nienawidzę tego, kurwa ... ;c !
 

 
wracałam z treningu. z racji iż była ładna pogoda postanowiłam przejść się dłuższą drogą-przez dzielnicę, która jest postrzegana za jedną z gorszych w mieście. szłam słuchając muzyki, gdy nagle z bramy wyszło czterech kolesi. głupie teksty typu 'co taka Niunia tu robi?', itd. ignorowałam ich, próbując przejść obok. nagle jeden z Nich złapał mnie za rękę dodając 'nie tak szybko'. przestraszyłam się. poprosiłam by mnie puścił - na próżno. nie miałam pojęcia co zrobić. wtedy też z bramy wyszedł pewnien koleś, którego znałam ze szkoły. nienawidzieliśmy się od dawna. 'no to mam przesrane'-pomyślałam. spojrzał na mnie swoim cwaniackim wzrokiem, mierząc od stóp do głów. bałam się Go cholernie. popatrzył na kumpli, po czym z uśmiechem dodał 'puśccie Ją'. puścili - a ja odeszłam. od tamtej pory gdy widzi mnie w szkole zawsze miło się uśmiecha i mówi 'cześć', a ja bez strachu przechodzę przez tę ulicę, której zawsze tak bardzo się bałam.